| kącik porypanej poezji fizjoogicznej |
| Jako że leże ciężko chory, prawdopodobnie na świńską grypę i przychodzą mi do głowy same bzdury , postanowiłem podzielić się nimi z wami (tak mi też jest miło) .A dzielcie się patologią w końcu trzeba ją poszerzać specjalnie dla Was ...Sens... Gdy ujrzałem wymiociny moje na suficie, a wokoło czuć było swąd rozkładającego się ciała , spojrzałem opodal i ujrzałem martwą murzynkę z teledysku 50 centa . Powabna niczym ślad opony na rozgrzanym asfalcie , wkomponowała się idealnie w mój czarny dywan. i rzekłem ... o murzynie ledwo z bambusa zlazłeś to rzuciłeś tu asfaltowe żebro swoje , już ściana nawet żygami płacze ... Gdzie sens kurwa ?! jakoby grom z jasnego nieba pierdolną z ręki boskiej w tą jebaną izdebkę i deszcz nygasów jak plagi egipskie rozdmuchał po ziemi... Gdzie sens , gdy za życia murzyny walą bardziej niż to rozkładające się ścierwo ! O Waniszu bogu nawróconych czekoladek daj im lśnienie i niechaj black magic spłonie w lucyfera świecie >>> miał być śmieszny , wyszedł trochę rasistowski ale jest śmieszny |